Mentionsy

Kryminatorium
19.05.2025 03:00

"Żywego mnie nie wezmą" Jednooki Marian Wyrembek | 371.

W pierwszych dniach 1935 roku, cały Poznań żył sprawą, zakrojonego na szeroką skalę, pościgu policji za niezwykle groźnym jednookim bandytą, który kilka dni wcześniej, podczas włamania, z zimną krwią zabił policjanta. Obławy i zasadzki okazywały się nieskuteczne, a spryt, wytrzymałość oraz szczęście uciekiniera wydawały się nie mieć końca. Bosy i w podartym ubraniu, zdesperowany zbrodniarz długo wymykał się z rąk sfrustrowanych funkcjonariuszy – postanawiając sobie, że żywcem go nie wezmą…

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 27 wyników dla "Marian Czerwiński"

Jednym z nich miało być 25-letni Marian Czerwiński, znany poznańskiej policji złodziej i włamywacz.

Marian Czerwiński, wzrost 175 centymetrów.

Otóż następnego ranka po zabójstwie Marian miał pojawić się w mieszkaniu po nocy spędzonej poza domem.

Wiemy już, co oznaczało wypowiedziane przez czerwińskiego zdania, ale czym właściwie był tajemniczy maluda?

Był to 24-letni Marian Wyrębek.

Bo Marian Wyrębek miał jedno oko sztuczne, a konkretnie szklane.

W sierpniu 1930 roku 20-letni wówczas Marian, krótko po wyjściu z więzienia, został oskarżony o dokonanie kolejnej kradzieży.

Za wyrębkiem oraz czerwińskim władze śledcze wysłały listy gończe, a ich podobizny zaczęły zdobić słupy ogłoszeniowe w całym Poznaniu.

Jeden z mieszkańców informował, że widział na targu w Kurniku dwóch młodych mężczyzn odpowiadających rysopisom Wyrębka i Czerwińskiego opublikowanym w prasie.

W taki sposób wpadł Czerwiński, który uciekając przed policją skrył się na strychu domu jednego z mieszkańców wsi Dziećmierową, niecałe półtora kilometra na północ od Kurnika.

Co ciekawe, gospodarz o nazwisku Król, który zawiadomił policję o tym, że pod jego strzechą ukrywa się groźny bandyta, okazał się być szwagrem Mariana Wyrębka.

Czerwińskiego schwytano, zakuto w kajdany i odwieziono do Poznania.

Co więcej, oskarżono o zabójstwo policjanta, Czerwiński nie przyznał się do win.

Twierdził, że owszem, dzień czy dwa przed zbrodnią wspólnie z wyrębkiem włamali się do domu jakiegoś człowieka, z którego skradli kilka sztuk męskiej i damskiej garderoby, ale w samym włamaniu do piekarni Czerwiński nie brał udziału.

Czerwiński nie tylko zaprzeczył swojemu udziałowi w zbrodni, ale twierdził także, że zna nazwisko wspólnika Wyrębka.

Od tej chwili wszystkie wysiłki władz policyjnych skupiły się tylko i wyłącznie na wytropieniu i schwytaniu pozostającego na wolności Mariana Wyrębka.

Niezależnie od osobistych powodów, Marian Wyrębek stał się wrogiem publicznym numer jeden i miał coraz mniej miejsc, w których mógł się ukryć.

Głośna i szeroko opisowana na początku 1935 roku obława na Mariana Wyrębka stała się dla polskiej opinii publicznej sensacją tak wielką, że wystarczyła zaledwie niewielka wzmianka o nim w gazecie, by cały jej nakład był wyprzedany w mgnieniu oka.

Marian Wyrębek musiał umrzeć.

Gdy policjanci do niego dopadli, Marian był ciężko ranny i nieprzytomny, ale wciąż żył.

Jednak gdy odwiedzili go funkcjonariusze ubrani po cywilnemu, Marian zachowywał się najzupełniej normalnie, a czasami nawet z nimi żartował.

Marian Wyrębek miał traumę spowodowaną wypadkiem podczas aresztowania, kiedy wskutek uderzenia kolbą karabinu stracił oko.

Mariana Wyrębka uznano winnym zabójstwa z premedytacją policjanta na służbie i skazano na karę śmierci przez powieszenie.

Mariana Czerwińskiego uniewinniono od zarzutu udziału we włamaniu do piekarni, ale w późniejszym procesie skazano go na rok więzienia za zupełnie inne włamanie.

30 października Sąd Najwyższy odrzucił skargę kasacyjną, zatwierdzając tym samym wyroki poprzednich instancji, na mocy których Marian Werembek miał zostać powieszony.

Księdze Więźniów, czyli w powszechnym kieleckim archiwum państwowym zbiorze dokumentów więzienia ciężkiego na Świętym Krzyżu, zachowały się do dziś służbowe notatki o więźniu Marianie Wyrębku, sporządzone odręcznie przez więziennych strażników w latach 1935-1939.

W której grupie znajdował się Marian Wyrębek?