Mentionsy
Ogień, gołębie i... supełki, czyli o tym jak dawniej przekazywano sobie wiadomości
Zanim świat opanowały smartfony i memy, ludzie musieli się nieźle nagimnastykować, żeby przekazać wiadomość na dużą odległość. W starożytności sprawę załatwiał głośny krzyk albo szybki bieg, choć czasem kończyło się to... ostatnim biegiem w życiu. Po co Chińczycy rozpalali na Wielkim Murze ogniska? Czy grillowali? Jak Inkowie byli w stanie rozszyfrować z supełków wiadomość „idę do sklepu”? Radiowcy bez cenzury wzięli na tapet sposoby komunikacji. Dziś robimy to szybciej niż myślimy, ale czy mamy coś ciekawego do powiedzenia? To już zupełnie inna historia!
Szukaj w treści odcinka
Skowron, Tomkowicz, Olbratowscy prezentują historię dla dorosłych.
Dzień dobry.
W tym odcinku historii dla dorosłych dowiecie się.
Co palono na Wielkim Murze Chińskim.
Kto biegał za supełkami.
Oraz po co Niemcy szkolili sokoły.
Radiowcy bez cenzury, czyli my, witają.
Tak, jak widać nie ma tego starszego pana, co tutaj zwykle z nami bywa.
Ale on jest z nami duchem.
Witają i zapraszają na kolejny odcinek niezwykłej, obłędnej, waszej ukochanej historii dla dorosłych.
I dzisiaj powiemy o tym, jak ludzie się komunikowali, a w szczególności,
Jak robili na przykład to na duże dystanse, gdy nie było telefonów, bo teraz to się wydaje dość proste.
Dokładnie, bo taka przykładowa sytuacja, z którą każdy się może utożsamiać, jesteście, dajmy na to, rycerzem.
Widzicie z zamku, że nadciąga wroga, wraża Ania.
I co?
No wiecie, że trzeba zawiadomić króla, żeby przysłał posiłki.
Dokładnie.
Ale gdy sięgacie po telefon komórkowy, jest taki naturalny odruch, żeby wybrać na przykład z kontaktów w komórce Złoty Królu, to się nagle z przerażeniem odkrywacie, z przerażeniem, że nie ma go w kieszeni, bo telefon jeszcze nie został wynaleziony.
No i klops.
I klops, jakby to powiedziała baba w stołówce.
Ludzie może wyglądali, ale jednak nie byli głupi.
Swój rozum mieli, swoją mądrość też.
I mieli również swoje własne sprawdzone sposoby na przekazywanie wiadomości.
I o tym dzisiaj opowiemy.
Że dawno, dawno temu, tak już bardzo, bardzo dawno temu, to nie było z tym problemu, bo jak w starożytności miasto miało, nie wiem, pięć domów na krzyż.
To wystarczyło podnieść głos i już cię wszyscy słyszeli w całej wsi.
Albo nawet widelcem w szklankę ponawalać i to szło.
Natomiast jeżeli ktoś cię wtedy ignorował, bo i tacy się zdarzali, to wystarczyły dwa kroki, o i cyk, i już byłeś na drugim końcu swojej osady, u tej osoby mogłeś pogadać.
I to początkowo wystarczało.
Tylko problem zaczął się tak naprawdę pojawiać wraz z tworzeniem się pierwszych imperiów.
No bo załóżmy, że takie imperium obejmowało kilka miast.
A miasta nie są blisko siebie, tam z wyjątkiem Trójmiasta czy Śląska, tylko jest jakaś odległość między nimi.
No i już był problem, bo przecież król, dowódca, imperator musiał wiedzieć, co się dzieje w każdym z tych miast.
Tak, bo jak tu rządzić, jak nie masz aktualnych informacji?
Znaczy, to można, prawda, ale się może zdarzyć, że twoje rządy będą krótkie.
No tak, bo w końcu lepiej dowiedzieć się, nie wiem, o sąsiedzkiej wizycie obcej armii, gdy ta dopiero dociera do granic, a nie gdy już jest pod twoją stolicą.
Natomiast zaczęto w którymś momencie naszej historii jako gatunku ludzkiego, zaczęto myśleć o tym bardzo poważnie, nad takimi sposobami szybkiego kontaktu.
A, że nie dało się tak od razu wymyślić telefonu.
Próby trwały, ale to bardzo długo trwały, więc ludzie uciekali się do innych, ale działających rozwiązań.
I o tym dzisiaj będziemy wam opowiadać.
I takim może najprostszym sposobem było wysłanie kogoś z wiadomością.
Proste, skuteczne, łatwe w wykonaniu, niskie koszty, ale nie zawsze najszybsze i najbezpieczniejsze.
Bo taki poseł czy na przykład emisariusz przenoszący...
No często złe wieści.
I to jest taka historia, gdy król Persji, Dariusz I... Bo po nim byli dopiero Dariusz II i III.
I on wysłał w 491 roku przed naszą erą emisariuszy do greckich miast.
Prawdopodobnie wysłał ich słowami...
idźcie i powiedzcie im.
Tylko po persku to powiedział, nie?
No i ci goście tam niewiele myśleli, bo się słuchali Dariusza i poszli i powiedzieli, że Dariusz żąda ziemi i wody, co symbolicznie wtedy oznaczało, że trzeba się podporządkować Persji, bo inaczej, bo się Dariusz zdenerwuje i może odwiedzić tych ludzi na czele sporej grupy uzbrojonych mężczyzn.
Tak, panów, którzy są wybitni w moduły szlachetnych walk.
I wiele miast się przestraszyło, bo Dariusz był potężny, Persowie też, i się ukorzyli, z wyjątkiem niejakich Aten i Sparty, bo te miasta powiedziały nie.
I dlaczego mówimy o tym, że bycie takim posłańcem czy emisariuszem nie było zbyt bezpieczną robotą?
Bo w Atenach emisariusze zostali wrzuceni do jamy, a wsparcie do studni.
Po tym się odróżnia te dwa miasta właśnie.
A skwitowano to słowami, żeby tam znaleźli ziemię i wodę dla Dariusza.
Bardzo ryzykowna robota, bycie takim emisariuszem Dariusza.
Dariusz Emisariusz to takie śmieszne imię.
Po takim wydarzeniu...
Jak spadasz do studni albo do jamy, no to już kariery, że tak powiem, w emisariowaniu dłużej nie zrobisz.
Natomiast nie trudno się domyślić, że Dariusz nie był zadowolony, bo zepsuli mu całkiem jeszcze dobrych emisariuszy.
Emisariusze zresztą pewnie też w tej sytuacji lecąc nie byli przeszczęśliwi.
Dlatego potem, od tamtego czasu, zaczęła obowiązywać i przez lata, przez stulecia obowiązywała taka zasada, że emisariusz, nawet jeśli nie wysyła go Dariusz, to jest nietykalny.
To był taki immunitet emisariusza, ale różnie z tym bywało.
Ale wróćmy do Grecji.
Dariusz I, Dariusz Emisariusz postanowił najechać kraj i w 490 roku przed naszą erą doszło do starcia pod maratonem.
Dlaczego o tym mówimy?
Bo to też było ważne wydarzenie w historii emisariowania światowego.
A także przesyłanie wiadomości w erze przedtelefonicznej.
Teraz uwaga, notujcie, bo będzie fragment edukacyjny.
Grecki wóz, wódz, nie wóz, tylko wódz Ha, to też śmieszne Militades, kiedyś takie mieli imiona Nie Jacek Przemysław, czy Tomasz, tylko Militades Takie popieprzone Ten Militades i Hoplici powiedzieli Percom Figę dostaniecie, no paseranta Tą figę to akurat wymyśliliśmy Bo mógł powiedzieć Rodzynę dostaniecie Gruszkę, ananas Nie wiadomo co powiedzieli dokładnie Może figę, może figę
Persowie rzeczywiście mogli pomyśleć, że chodzi o owoc.
O figę.
I dali się wprowadzić w pułapkę, ale być może też, że o wyniku całej bitwy, bo doszło do bitwy, zadecydowała taktyka.
W każdym razie Grecy pokonali Persów.
Ale nie wszystkich, bo ich tam jednak sporo przyjechało Dariusz wysłał sporo tych I część wsiadła do łodzi I flota ruszyła w stronę Aten No i zrobił się problem, bo jakoś trzeba Zawiadomić Ateny o wygranej Ale też o zbliżającym się zagrożeniu Że płyną, płyną Że uważajcie, że się chowajcie, że tak dalej I wtedy człowiek o imieniu Filipides Zupełnie inny imię niż Przemek i Jacek Kompletnie, ale taki mieli wtedy imiona w Grecji To nic nie zrobisz Militades Filipades
On zaoferował Filipides, że on pobiegnie do miasta, do Aten z wiadomością, tylko że powiedzieli mu, to daleko było, okej, biegnij, jeśli chcesz.
No i on pobiegł, bo mu się chciało.
A jemu się chciało, bo prawdopodobnie też nie miał nic lepszego do roboty.
Wtedy nie było komputerów, nie było internetu.
I teraz uwaga, według podań historycznych, notatek i przekazów, Filipides, ten człowiek właśnie, przebiegł 40 kilometrów, by w końcu wkroczyć do miasta.
I według legend, zaraz po przekazaniu informacji, że uwaga, jado,
i o nadpływającej flocie perskiej zmarł.
Szkoda, bo mógł naprawdę zrobić piękną karierę w lekkiej atletyce.
Czy w emisariuszowaniu.
Także widzicie, ci pierwsi emisariusze nie myli wcale łatwo.
Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby on na przykład padł na kilka sekund przed przekazaniem wiadomości.
To wtedy to... Misterny plan by się zesrał.
Ale dokładnie.
Tak, to ja to przeczytałem w podaniach historycznych.
To nie, to grecki filozof Zesrades to wprowadził.
Słuchajcie, w każdym razie na cześć Filipidesa mamy dzisiaj maraton, czyli bieg na odległość 42 kilometrów i w tych biegach biorą udział różne osoby.
Różne, które akurat nie mają nic innego do roboty.
Podobnie jak Filipides.
I taki był jeden ze sposobów przekazywania informacji, że po prostu ta osoba szła albo biegła pieszo.
Można biec pieszo?
Można, można biec pieszo.
I ona przekazywała ustnie lub wręczając zapieczętowany list z informacją.
To byli tacy pierwsi listonosze.
Bardzo dobry, żeby nie powiedzieć, świetny początek.
Tak, ale jak łatwo sobie można to wyobrazić, system, w którym posłaniec umiera po przekazaniu jednej wiadomości, nie należy do najskuteczniejszych.
Nie, nie powinno się posłańców traktować jednorazowo.
Tak jakbyś sobie kupił nową komórkę i by ci się zepsuła po wysłaniu jednego smsa Ale poza tym to też takie przekazywanie wiadomości nie zawsze było bezpieczne Dlatego, że posłaniec, czy umyślny, bo można też było zamiast posłańca pchnąć umyślnego Tylko nie ze schodów, bo umyślny się potłucze No to taki umyślny mógł po prostu wpaść w ręce wroga To jest raz, prawda?
Mógł sobie skręcić nogę, czy zawitać po drodze do oberży No i wtedy miałeś zepsutego emisariusza I szukaj wiatru w polu, nie wiesz co się dzieje, nie?
I ta prędkość też była różna.
Ale pomyśleli ludzie, przecież to nie musi być jedyny sposób.
I opracowano koncepcję przekazywania informacji za pomocą ognia lub dźwięku.
Czujecie to?
Dzisiaj to są spektakle światło i dźwięk, a wtedy był system przekazywania informacji.
W takich Chinach mieszkańcy stosowali złożony system znaków dymnych i ogniowych, by te informacje przekazywać.
Dokładnie.
Słuchajcie, istnieje ciekawa legenda z tym związana.
Otóż król Yuwang z dynastii Zhu...
On chciał... Juwang z dynastii Zu.
Juwang, ale facet był taki zadzierżysty, troszeczkę figofaga i on sobie pomyślał, że on rozbawi swoją konkubinę przepiękną, naprawdę słowika wschodu, Bao Xi.
Juwang z dynastii Zu, Bao Xi.
Że Bao Xi, dokładnie.
A wymyśliłeś tej mojej?
Nie, nie, nie.
Bo to brzmi jak ten, jak nazwy zabawek z Aliexpress.
Nie, nie, to są podania historyczne.
No i władca, ten Juwang, wpadł na genialny pomysł, kazał rozpalić ogień na wieżach.
Okej, czyli taki sygnał wysłałeś.
Nie, nie, który był takim, ale to, taki ogień tutaj był sygnał, umówiony znak sygnał, że królestwo jest atakowane.
Tak, bo on chciał ją rozbawić.
Zaczyna się śmiesznie.
Tylko, że nie tylko Baosi to zobaczyła, tylko wszyscy ci tacy padawani jego, ci wiesz... No, wiem, ci można władcy tam... I oni przybyli na miejsce ze swoimi armiami.
Ale na miejscu odkryli, że się nic nie dzieje, że jest pusto.
I co było w tym zabawnego?
Podobno widok min można władców miał niezwykle rozbawić Baosi, bo przybyły jej głupki.
I podobno potem tak ją to rozbawiło, że władca jeszcze kilka razy powtarzał ten świetny żart.
Coś w rodzaju tego, jakby chłopak kilka razy dzwonił na telefon alarmowy.
Tak, żeby zaimponować dziewczynie, bo ją rozbawię.
Na koniec, patrz, nie ma bomby, ha, ha, ha, rozmawiłem cię, kochana.
Ja wyobrażam sobie, że ci możnowładcy za każdym razem przybywając na czele własnych armii musieli być niezwykle szczęśliwi, bardzo, że tak powiem, uspokojeni.
Gdyby jeszcze ten na przykład chłopiec, który chce zaimponować dziewczynie, dzwonił na telefon alarmowy i krzyczał, strta się pali, to to jeszcze by było śmieszniejsze, no ale nie róbcie tego sami w domu.
Znaczy, bo oni przybywają...
Wiesz tutaj, że będziemy się łotać, nagle się okazywało, że nie trzeba się łotać, więc tacy chyba szczęśliwi wracali do domu.
A jest jakaś puenta tej zacnej historii, tej legendy?
Według legendy i przekazów król któregoś razu został naprawdę zaatakowany, rozesłał sygnały, ale nikt nie przybył, bo wszyscy myśleli, że on chce po raz kolejny rozbawić piękną Baosi.
No i po prostu tak, że został pokonany, obalony i się skończyły głupie żarty.
Dlatego pamiętajcie, jeżeli będziecie kiedyś pełnić wysokie stanowisko państwowe, to nie żartujcie nigdy z sygnałami alarmowymi.
Nie, czy z jakimś kupnem działek.
Nie.
To nie, nie żartujemy.
To nie chodziło o to, że chciałeś rozbawić ministra.
No ale słuchajcie, jest to mimo wszystko, że jest to w przekazach, jest to legenda, choć na pewno pouczająca i płynie z niej
Płynie z niej jakaś taka mądrość, jak należy działać w praktyce.
Ale potem na tej zasadzie właśnie tego rozpalania ogniska, na przykład Wielki Mur Chiński w ten sposób działał, że ogień rozpalano na wieżyczkach, gdy się coś działo.
Co bardzo lubili różni Chińczycy, bo to i władcę ostrzeżesz, i se kiełbasę upieczesz, możesz grillika sieknąć.
I Chińczycy nie byli jedynym krajem, który to stosował.
Podobno właśnie w ten sposób Elżbieta I dowiedziała się, że do Anglii dopływa wielka armada.
Dokładnie.
Taką informację znalazłem.
Ten system nie miał słabych punktów, poza chyba takim jedynym dużym minusem było to, że no nie pozwalało to na przesłanie całego listu.
No nie.
Naszczyknął, że płynie armada, ale już tam nie opiszesz, wiesz, że pięknie wygląda.
To tu mogłeś coś zakomunikować w stylu E!
Nie?
I tu nie wiedziałeś, czy E, że atakują, czy E chce rozmawić w Baosii.
Czy E, że armada płynie tam, czy E tam.
Czy e tak, czy e nie?
To pozostawiało bardzo dużo wątpliwości.
A weź tu na przykład ogniskiem przekaż informację, nie wiem, z p*** do błota stary wraca do jaskini.
Do tego nie przekażesz.
Ciężko, bardzo ciężko.
Dlatego teraz, w tym momencie w historii dla dorosłych przenosimy się do przedkolumbijskiej Ameryki, a nawet do przedkolumbijskich Ameryk.
To nie jest jedna Ameryka.
Zobaczcie se globus.
Był taki okres w dziejach Ameryk, kiedy ich mieszkańcy nie mieli pojęcia, że mieszkają w Amerykach.
Mało tego, oni nawet mieszkając w tych Amerykach, oni nie wiedzieli, że są Amerykanami.
Nie wiedzieli.
Inaczej, że nie są Amerykanami, tylko są Indianami.
Bo to byli Indianie z Ameryk.
I że są Indianami, choć nie mieszkają w Indiach.
Tego też nie wiedzieli.
No i nikt z nich nie miał pojęcia, że żyje w epoce przedkolumbijskiej.
Że Kolumb dopiero będzie.
To słuchajcie, to były bardzo skomplikowane czasy.
I dużo różnych rzeczy się wtedy działo.
Gdybyście mieli zapamiętać jedno zdanie z tego całego odcinka historii dla dorosłych, niech to będzie właśnie to.
Różne rzeczy się działy.
Różne rzeczy się działy, ciężko z tym dyskutować, ciężko z tym kłócić, ciężko z tym się spierać.
Słuchajcie, ale wracamy do tych Ameryk.
Inkowie, oni akurat wiedzieli, że są inkami, tak się nazywali.
Inka.
Tej takiej kawy zbożowej.
Oni stworzyli najsprawniejszy system przekazywania informacji w telefonicznej, w przedtelefonicznej historii wszechświata.
Żebyście mieli skalę ludzkiego internetu, jaki zbudowali oni w realu, ich imperium rozciągało się na długości około 4000 kilometrów.
Prawie całe tam w zachodniej wybrzeże Ameryki Południowej.
I słuchajcie, i to wszystko działało praktycznie bez pisma.
Dlatego, że sercem systemu byli
Chaskwi.
Chaskwi, czyli tacy zawodowi biegacze.
I oni mieszkali w specjalnych domkach po sterunkach, rozstawionych regularnie wzdłuż sieci dróg.
I każdy z nich był wyszkolony do biegania na dużej wysokości, w zimnie, w rzadkim powietrzu.
Dokładnie.
I uwaga, normalnie, czyli wychodzi na to, że oni robili sobie w robocie Ironmana...
Tylko, że bez pływania i bez rowerów.
Czaskuj nie biegali od miasta do miasta, tylko oni robili sztafetę.
No bo wiadomo, że tak jak ten maratończyk, przebieg 42 i zdechnie.
A wzdłuż systemu druginków w całym państwie znajdowały się Czaskuj Wasi, czyli domy Czaskuj.
Bo Czaskuj to jest ten gościu, a Wasi to jest dom.
Tak, czyli takie stacje przekaźnikowe.
Jedno, drugie w jakoś tak w odległości średnio 2,5 kilometra.
I teraz Czaskuj biegł, ale nie tak, że o, tylko ile sił fabryka dała.
Taki sprint na 2,5 kilometra.
Dobiegał do drugiego domu i tam się zamieniał wiadomością z kolejnym, przekazywał ją dalej.
A dalej do następnego domu biegł już kolejny Czaskuj.
I system Czasków mógł przenieść wiadomość lub podarunek na odległość do 400 kilometrów dziennie.
I to, i wszyscy żyli po tym.
To nie był jednorazowy czas kuj.
Nie, to czas kuj to dużo pieniędzy kosztowało.
Dzięki temu rozkazy, informacje o daninach, o stanie magazynów, o poborze mogły przejść przez imperium w tempie, które z europejskiej perspektywy w XVI wieku wydawało się absolutnie niemożliwe.
Dokładnie.
Powiedziałem, że bez pisma, bo pisma jako takiego nie było, ale inkowie mieli swój taki własny, trzymając się tej nomenklatury informatycznej, nośnik danych.
I to było kipu.
I jak taki czas kuj biegł i zachciało mu się kipu...
To nie musiał stawać i robić?
Nie.
Bo już miał... A to są oczywiście żarty, żeby was rozbawić, dlatego że w towarzystwie żartów konkretna wiedza mocniej wchodzi do głowy.
Kipu to były takie sznurki, takie sznury z węzłami i tam w zależności od rodzaju i odległości, tam kodowane były liczby, kategorie, dane, ilość kukurydzy zebrana tutaj, tam ilość surowca w składzie, rozliczenia podatkowe.
Na takich sznurkach były zawarte konkretne informacje.
Wtedy to się żyło.
I człowiek nie potrzebował karnetu na siłownię.
Bieżni nie potrzebował w domu.
Po prostu czaski se leciał.
Informacje krążyły po kraju.
Informacja to był krwiobieg Imperium Inków.
W Imperium Inków wszystko nie tyle chodziło, ile biegało jak w zegarku.
Choć zegarków nie mieli.
Oni też nie mieli zegarków.
To jest, kurczę, nie da ci wiary.
Ktoś wpadł na pomysł, że przecież nie zawsze człowiek musi przenosić wiadomości.
Nie zawsze człowiek musi biegać.
Dlatego, że do przekazywania wiadomości można też wykorzystać naszych skrzydlatych, srających przyjaciół, popularne ptactwo rodzaju gołębie.
Możliwe, że gołębi pocztowych używano już w starożytności.
Choć nie mamy na to twardych danych, bo żaden z tych gołębi już do dzisiaj nie żyje.
Zasada działania takiego gołębiowatego przekazywania wiadomości była szanownie prosta.
Zabierano z gniazda...
Własnego gniazda, rodzimego tego gołębia.
Transportowano go tam gdzieś dokądś.
Jakieś miejscowości.
I potem do jego nogi przyczepiano karteczkę z informacją, karmiono go gołębia i wypuszczano i on se wracał.
I gołębie miały zdolność odnajdywania swoich gołębników, nawet jeśli znajdowały się bardzo daleko od nich.
Jakieś mają kompas w sobie.
Gołąb leciał więc do swojego gołębnika, a tam odbierano wiadomość.
I fajnie, i to było super, to też nie miało słabych punktów, tylko że to działało jak taki jeden konkretny paczkomat.
No tak, bo mogłeś wysłać tylko do konkretnego gołębnika.
Jak chciałeś gdzie indziej, to i tak ci gołąb poleciał do swojego gniazda.
Od tego czasu ten system już się nie zmienił specjalnie.
Zresztą umówmy się, trudno tutaj wymyślić jakąś innowację, jeśli chodzi o wysyłanie wiadomości gołębiem.
Ewentualnie możesz zamontować jeden list do jednej nóżki, drugi list do drugiej nóżki, trzeci tutaj wsadzić pod kask na główkę.
Tak, ale to też nie można przesadzić z ilością listów, bo jak się przegnie, to gołąb spadał dwa metry dalej niż się go wypuści i to... To tyle leci, ile masz siły w rozmachu.
Tak, i to wtedy też gołąb szybko się psuje.
Jest w ogóle taka zasada, że zasięg gołębia jest wprost proporcjonalny do ilości listów przywiązanych do nóżek.
Tak, jak przywiążesz encyklopedię albo cegłę, to nie.
Nawet nie próbujcie tego, to uwierzcie nam na słowo.
W starożytnej Grecji, o której już zresztą mówiliśmy, gołębia wykorzystywano w takiej poczcie i było to wykorzystywane na przykład do ogłaszania zwycięzców Igrzysk Olimpijskich.
I z tej metody podobno korzystała też armia rzymska.
Ale nie tylko ona, dlatego że w XII wieku, to dawno temu było,
Sultan Nur Anadin stworzył regularną siatkę połączeń między Bagdadem a Syrią gołębianą.
Czyli to był taki syryjski Rafał Brzoska.
Syryjski, tak.
Zresztą zwróciliście uwagę, że paczkomaty wyglądają trochę jak gołębniki?
Nie sądzimy.
I te rozmowy w tamtych czasach, prawda?
A mnie bardziej zastanawia... A że jak człowiek gołąb zrobił kaku, to to było takie awizo.
To było tak, na parapecie często zostawiały awizo.
Prawdopodobnie gołębie nie przynosiły spamu.
No nie, nie, nie.
Co ciekawe, nawet pod koniec XIX wieku był to wciąż bardzo powszechny sposób na przesyłanie wiadomości.
W Nowej Zelandii w latach 1896-1908 istniały dwie konkurencyjne gołębie poczty.
Pomyślcie, jak tutaj w tym wypadku bardzo łatwo było wycinać w pień konkurencję.
Wystarczyło troszeczkę rozsypać ziarna, gołębie konkurencji miały opóźnienia, a jak tutaj dostały jakiegoś... Ale słuchajcie, bo zresztą z gołębich przesyłek korzystało też wojsko i np.
Niemcy szkolili sokoły, które miały polować na gołębie przenoszące ważne meldunki.
I nagle się okazywało, że z 10 gołębi lecących z meldunkami przeżywał jeden i właśnie ten w nagrodę dostawał taki order virutti gołębiarii.
I co wcale nie jest śmieszne, bo jeden z gołębi o imieniu Her Ami, to jest ważna informacja historyczna.
On został uznany za bohatera, Sher Ami, no może być i Sher Ami, tak jak Sher właśnie, ona wzięła w ogóle piosenkarka Sher na jego cześć sobie pseudonim.
Dokładnie, bo Sher strasznie ładnie grucha.
I ten Cher Ami w 1918 roku przekazał wiadomość, dzięki której udało się ocalić 194 żołnierzy.
A tak, ja kiedyś czytałem o nim.
To jest niesamowita historia.
I on został po drodze oślepiony, został ranny w piersi, stracił jedną nóżkę swoją gołębią.
Ale i tak skubany doleciał do gniazda.
No, czyż to niewzruszające?
Czyż to niewzruszające?
I co ciekawe, on za swoje zasługi został odznaczony normalnie na poważnie krzyżem wojennym.
Tak, nawet powstały o nim takie filmy, inspirowane nim Szeregowiec Gołąb.
Tak, to jest wspaniałe.
Wspaniały film był.
Jakie jeszcze były filmy?
Bo są takie na przykład Gołąb nad rzeką Kwaj.
Bo on przyleciał tak kwaj, kwaj i tak płakał.
Tak, bo on nie gruchał tylko.
To po angielsku i mówi się cry, cry, cry.
Przeminęło z gołębiem.
To też było przeminające.
I Lot nad gołębim gniazdem.
Poza o innych wojskowych, co wysyłają takie gołęby, się mówi Jastrzębie od tamtej pory.
I Hej Sokoły to jest też taka piosenka.
Też właśnie o tym gołębiu.
Jak na niego polowali.
Bo on był takim sokołem wśród gołębi.
Dokładnie.
Tak było, przecież słuchajcie, my byśmy wam o tym nie mówili, gdyby tak nie było.
A tak naprawdę to nie.
Więc wracając do historii.
Teraz dopiero wynalezienie telegrafu i wynalezienie telefonu później.
To spowodowało, że gołębie pocztowe już totalnie straciły rację bytów, ale do tej pory sobie urocze latają, będąc immanentną ozdobą naszych nieboskłonów.
Tym bardziej, że ładowarki do gołębi są dużo bardziej skomplikowane.
I paskudzi to wszędzie.
Nie róbcie tego.
Chyba, że chcecie.
Słuchajcie, teraz w historii dla dorosłych pora na tematy arcypoważne.
No tylko takie mamy w historii dla dorosłych.
Znaczy poprzednie, o których mówiliśmy też były poważne, ale po prostu czasem sobie warto to uświadomić, o czym się mówi i czego się słucha.
Poza tym słuchajcie, my jesteśmy poważnymi ludźmi, bo my jesteśmy redaktorami.
Red, mamy przed nazwiskiem.
Każdy przed swoim, a to nie jest fiubździu.
Red Tomkowicz, Red Skowron.
To czasami jest Red Olbratowski.
I teraz, w przedtelefonicznej historii przekazywania wieści, pora na wspomniany telegraf optyczny.
Redaktorzy się na tym znają.
To był taki zestaw tak zwanych semaforów.
Takich ramion widocznych przez lunetę z jednej wieży na drugiej.
Dwie wieże się widziały, były daleko, była luneta i na jednym...
Semafor coś pokazywał, a gościu na drugim odczytywał to.
No i na tych wieżach ten semafor stał.
To były nadbudówki, to były wzniesienia.
Chodziło o to, żeby było wysokie miejsce, żeby je było widać z daleka.
Pozioma belka plus dwie mniejsze.
I każde ustawienie ramion to była inna cyfra lub inna litera.
Dokładnie.
Teraz operator na jednej wieży patrzył przez lunetę na drugiej, zapamiętywał co się podziało i sam się obracał i pokazywał trzeciej wieży.
Czyli oni robili trochę to, co ci inkowie?
Tylko, że nie trzeba było biegać.
Bo byli strasznie leniwi.
Co też miało swoje ręce i nogi.
Anglicy by powiedzieli heads and legs.
Pierwsza skuteczna sieć powstała we Francji w 1794 roku.
I patrzcie, my tu powstania.
My tu, kurczę, kościuszko.
Autorem, z tego co pamiętam, był Claude Chappé.
To nawet się mówiło semafory Chappé.
Pocieszę cię i powiem, że Francuzery też nie miały lekko.
Bo rok 1794 to powstanie Wandei.
Dokładnie.
A po jego upadku miesiące rzezi ludności cywilnej Wandei, więc to też tak oni nie mieli.
Tam też rzeczywiście nie było lekko.
Rewolucyjne ludobójstwo z zatapianiem ludzi setkami na barkach, to też.
Z robieniem butów z ludzkiej skóry, także to zatapianie to komisarze rewolucyjni nazywali deportacją pionową.
Także istotnie tam też nie było w 1794 łatwo.
O czym zapomina się nas uczyć w kontekście osiągnięć francuskiej rewolucji?
Tam wiecie, wolność, równość, braterstwo.
Ale być może, że zrobimy kiedyś o tym kolejny odcinek naszego podcastu.
Wyglądajcie naszej produkcji auto w internetach.
Audio.
Dziękując za cenne dygresje, wróćmy do telegrafu.
On się sprawdzał.
Sprawdzał się.
Telegraf się ten do... Sieć szybko się rozrastała, a inne kraje budowały swoje.
I w połowie, uwaga, w połowie wieku XIX telegrafy były praktycznie wszędzie.
Sama Francja miała ich 534, 534 stacje.
My w Polsce też mieliśmy swój telegraf.
Pierwszy zbudowali powstańcy listopadowi w 1831 roku w Warszawie ze stacją odbiorczą na Teatrze Wielkim.
Ale potem powstanie listopadowe upadło, natomiast uwaga, po upadku powstania telegraf optyczny, już taki poważny na dużą skalę, postawili Rosjanie, łącząc Warszawę z Petersburgiem i ruszyła nawet w Warszawie
Szkoła telegrafistów.
Ale wszystko zepsuł elektryczny telegraf, który wymontowano w Warszawie w 1854 roku, co oznaczało już koniec tych telegrafów optycznych.
Koniec biegania, koniec gołębi.
A potem jak już był prąd, to wszystko poszło szybciutko, bo to poszło telefony, patefony, domofony, saksofony.
Kalesony, no to już były znane wcześniej, to do dzisiaj zresztą zostały.
Dziś możemy... One się oparły temu, tej technice.
one były... Co mogłeś zakomunikować za pomocą kalesonów?
Że ci zimno.
Tak, i wtedy wiesz, że stamtąd idzie chłód, jak widzisz gościa, który biegnie w kalesonach.
Dziś możemy przekazywać informacje, komunikować się tak szybko, jak chcemy.
Problem w tym, że często nie mamy czego komunikować, a komunikujemy.
Dokładnie, ale to jest temat na zupełnie inny podcast.
Radiowcy bez fryzury, Jacek Tomkowicz, Przemysław Skowron oraz panowie odbratowcy Jan i Tomasz
wielkimi nieobecnymi tego odcinka, ale dało się odczuć jakby ich rękę w tym podcaście.
Zostawcie łapkę w górze, subskrybujcie ten kanał i ogólnie takie, takie.
Skowron, Tomkowicz, Olbratowscy.
To była historia dla dorosłych.
Ostatnie odcinki
-
Co jaskiniowiec miał wspólnego z wedding planne...
29.01.2026 08:00
-
Odyseusz, asasyni i kibole z toporami, czyli na...
22.01.2026 08:00
-
Ptaszek, który został doradcą Maduro i puste pó...
15.01.2026 08:00
-
Kto wymyślił karty? Historia pełna oszustw, kie...
08.01.2026 08:00
-
Skoki, sanki, karabiny. Jak nie umrzeć z zimna ...
30.12.2025 08:00
-
Pogańskie imprezy, niemieckie drzewka, czyli ca...
18.12.2025 08:00
-
Jak w sandałach i z łopatami rzymska armia podb...
11.12.2025 08:00
-
Feudalizm żyje i ma się dobrze? Sprawdź, czy sz...
04.12.2025 08:00
-
Bez tego wynalazku nie byłoby przepisu na bimbe...
27.11.2025 08:45
-
Taczki pieniędzy i banknoty do tapetowania ścia...
20.11.2025 08:00